piątek, 17 stycznia 2014

Wolę Fantę...

Fantasmagorie

już wiem co oznacza niewołanie
rosnący głód do zaspokojenia
(karmienie się przeszłością wystarcza na chwilę)
chusteczka niczym biała flaga
kołysana na wietrze i cisza

a niby dokąd miałem uciec gdzie ubyć
ruszyć za ostatnim dotykiem
czy jak najdalej od myśli z których uszyłem
swoje własne nieistnienie

krążyć orbitami wśród twoich bioder
zaglądnąć w krater pępka
przywitać się wczorajszym dniem
któremu też nie pozwoliłaś przeżyć

pragnę powrócić do domu
jedynej spokojnej przystani
na wzburzonym morzu
a życiu pozwolić płynąć obok
nie wychodząc z siebie

pomimo wszystko wydobyć z popiołu serce
nie dzieląc na dobre i złe
datę ważności mam ustawioną
na wszystko wciąż przed nami

Rysunek, który stworzyłem jakiś czas temu, pt.:Latawiec.

środa, 15 stycznia 2014

Rozstania małe i duże

Wiersz na dziś:

Niedokochani

weź głęboki wdech aby wystarczył
do następnego jutra gdy wszystkie pustynie
przesypią się przez klepsydrę

jeszcze będziemy zasypiać rozmawiając
o cieplejszych krajach marzyć o plażach
usypanych z naszych pragnień

lecz póki co

jak wyrzec się wiosny choćby na chwilę
gdy tańcem wiruje w wybuchach zieleni
jak zostać samemu o oczach w wielokropki
świeżo naklejonym znaczkiem na pocałunek
niedopieszczonym słowem i tymi ustami

zresztą

sama dobrze wiesz jak są wtedy stęsknione


Serdecznie zapraszam tutaj wszystkich miłośników poezji i prozy:
http://cangaroza.ucoz.pl/

niedziela, 22 grudnia 2013

Góry, moje góry

Rysy mam na plecach

podróżuj po mnie czerwonym szlakiem
nie omijaj gór lasów czy dołów
bo nieuczęszczane ścieżki
krzyczą ciszą na całe gardło

obudź śpiącego rycerza
zrzuć zardzewiałą zbroję dni minionych
baczność
nie spocznij

zanim sama staniesz się śpiącą królewną
spójrz
ze szczytu wszystko wygląda piękniej
masywy śnieżnej pościeli
wartki strumień spieniony wśród skał
nawet niebo masz pod sobą

niech chociaż raz słońce zaśpi

sobota, 21 grudnia 2013

Szare dni

Dni których nie powinno być


czas postradał zmysły
dlatego wyrwij ze mnie
niezapisane kartki
zrób coś z tą pustką

bo rzęsom brakuje skrzydeł
chciałyby się unieść
lub chociażby zatrzepotać
pawimi piórami

trwaj przy mnie
bez konieczności doboru słów
pomilczmy na cały głos

wówczas dam się rozgryźć
wcielić
kawałek
po
kawałku


Wiersz pisany w drodze


Stacja Międzyczasie. Rytualne odjazdy,
wpatrywanie się w uśpione oczy pociągu,
uderzenia serca o charakterze sejsmicznym,
wplecione w stukot stalowych kół.

I gdyby jeszcze ruszył ospale,
dał szansę na ponowne rozpatrzenie sprawy,
albo chociaż odjechał z opóźnieniem.

Tymczasem, gwizd – pożegnalne fanfary
każą się oddalić.
Bezduszny kat zadął w róg,
tak, by odjazd odbił się echem.

Gdyby się jednak dobrze wsłuchać,
to czajnik sopranem daje znać
na herbatę zieloną, znowu gorzką.
Usiądź, zaparzę.

czwartek, 19 grudnia 2013

Jak po grudzie

Witajcie! Przypomniałem sobie, że istnieje coś takiego jak blog i, co więcej, dawno na niego nic nie publikowałem. Nazbierało się kilka wierszy, więc nastała pora, by się nimi podzielić!

jak (po) grudzie(ń)


grudzień przeciąga się ospale.
chciałbym go uśpić, przestać karmić,
zostawić na pastwę losu, ale za bardzo
do mnie przylgnął.

dzielimy ze sobą łóżko, więc noce
mijają nam na wzajemnej walce o skrawek kołdry.
koniec końców, zasypiam zwinięty w kłębek,
a ten pochrapuje tryumfalnie, pogrążony we śnie.

najgorzej, gdy przechyla głowę w moją stronę,
wyciąga wychudłe łapki, a jego źrenice
poszerzają się gwałtownie, prosząc o posiłek.

wtedy dostrzegam w nich wygłodniałego siebie,
wszystkie chwile dzielone na kiedyś i jeszcze nie,
obojętne mijanie się w biegu, za krótkie spojrzenia,
niedospane noce i przemilczane puenty.

grudzień, najbardziej zuchwały z gromadki
dwunastu, leży na moim ramieniu. pilnuje,
by śnieg nie stopniał mi przypadkiem na ustach.


prognoza na jutro


czas wyglądać jutra, postawić kropkę
nad tu i teraz, wypełnić kieszenie, niby na zapas,
niby z przekory, by nas nie zabrakło.
jak być zapamiętanym? jak najbardziej.

wszystko przed nami. w tyle zostały antarktydy,
bieguny zdobyte przez serca, epoki lodowcowe,
susze, i zjawiska, o których nie warto pamiętać.

ślepym uliczkom przywróciłaś wzrok.
prowadzą do domu. musiał się tylko wyszumieć wiatr.




Do napisania!

wtorek, 26 marca 2013

Weno...gdzie się podziewasz?!

Kolejny dzień bez natchnienia. Jest mi z tym trochę ciężko, bo zazwyczaj nie miałem z tym problemu. Interpretuję to na kilka sposobów. Pierwszy jest taki, że już się wypaliłem, nie stworzę już nic więcej. Drugi, że tak w życiu bywa, krótka przerwa jest jak najbardziej wskazana, już nie raz mi się takie rzeczy przytrafiały. Trzeci, że jest to swoista cisza przed burzą, przed czymś wielkim, niepowtarzalnym, niesamowitym...dobra, Jacek, złaź na ziemię, bo trochę cię poniosło. Może jest to cisza, ale przed jakimś wiosennym deszczykiem. A może faktycznie się już wypaliłem? A co jeśli tak jest? W sumie chyba nic się tak naprawdę nie stanie. To chyba tylko moje hobby, wierszy nie klecę zbyt powalających, ale cieszę się, że znajduję sobie zajęcie i jakichś stałych czytelników. Na tę chwilę mówię póki co "stop". Kto wie, może zmieni mi się ten stan za godzinę, za dzień, a może za dwa tygodnie? W każdym razie, jeśli komukolwiek jest mnie mało - można znaleźć mnie na Beju - zakładka "Bejowisko" po prawej stronie bloga lub na innych stronkach, które wcześniej podawałem.
Na dzisiaj przygotowałem utwór napisany pod wpływem braku weny - tęsknota za nią. Kto chce może doszukiwać się w nim głębszego sensu, jeśli tak, to się serdecznie cieszę. Czekam na jakiekolwiek komentarze, każdy wywołuje u mnie uśmiech i świadomość, że jednak ktoś czytuje te moje zapiski i wiersze! Liczę na Was! Pozdrawiam! 

Odeszłaś

Odeszłaś. Tak zwyczajnie, po prostu
poszłaś sobie. Rzekłaś prosto z mostu:
Zostawiam Cię i tyle! Między nami koniec
i kropka. A moje serce we łzach tonie,
ledwo uderza, umiera, dyszy,
kona powoli w zatrważającej ciszy.
Krzyczę: stój! Pozwól znów zaznać rozkoszy,
nie każ uczuciu naszemu się rozproszyć.
Wracaj!
Lecz ona już mnie chyba nie słucha.
Moja kochana, najdroższa, taka krucha...
Potrzebuję Ciebie jak ryba wody.
Wiem, powiesz pewnie, że jestem młody,
że wcale nie jesteś taka wyjątkowa.
Uwierz mi, każda, dosłownie każda, chowa
się przy Tobie, do pięt nie dorasta.
Tymczasem...
przeprowadziłaś się do wielkiego miasta,
tam zawrócą Ci w głowie pewnie inni poeci.
Serce Twoje, nie sługa, do nich poleci...
A ja? Znów stanę się marnym grafomanem,
układającym rymy nieokiełznane.
Żegnaj! Wiedz, że będę o Tobie pamiętał,
codziennie, nie tylko od święta.
Nie wierzę, że nie czujesz do mnie chuci.
Prędzej, czy później do mnie powrócisz...













weno.


P.S. Dodałem całkiem przyjemny gadżet - odtwarzacz na górze strony. Piszcie w komentarzach jakie Wasze utwory chcielibyście usłyszeć na moim blogu. Jest tam już 10 moich propozycji, mam nadzieję, że się spodobają. Ot, taki umilacz czasu.